Choćby to był milion, to i tak będzie za mało ...

To był jeden z tych dni, kiedy macierzyństwo zdecydowanie bardziej przypominało robotę Syzyfa niż słodkiego, lukrowanego pączka. Pomyślałam, że jeżeli jeszcze raz usłyszę: "Mamoooo!", to wyskoczę z okna, a mieszkam na piętrze więc wiecie ... Nie byłoby za wesoło. W chwili matczynej słabości, w myślach przeliczałam dni do osiągnięcia przez moje latorośle upragnionej pełnoletności i wyprowadzki z domu ... Ku....rtka na wacie, jak długo to jeszcze potrwa?!



Jak co wieczór poszłam utulić dzieci przed snem i jak co wieczór, Szymon zatrzymywał mnie wołając: "Jeszcze jeden przytulas, mama". Padałam na pysk będąc na nogach od 5.30 i ostatkiem sił ukrywając złość, powiedziałam: "Dobra Szymek, ostatni raz i idziesz spać. Jesteś już duży".

Pochyliłam się, żeby go przytulić, a on zarzucił mi swoje małe łapki na szyję i oznajmił:
"Tak cię kocham, że będę z tobą mieszkał do trzydziestki!".

Najpierw przed ocami stanęły mi te 23 lata,które musiałyby jeszcze do tej trzydziestki minąć i pojawił się obraz typowego trzydiestoletniego malkontenta, którego nie było stać na nic innego niż mieszkanie u mamusi. 
"Fuck, to moja wina, że on już ma takie plany!" - pomyślałam. - "Jestem nadopiekuńcza! Jestem cholerną, nadopiekuńczą mamuśką i moje dziecko będzie siedzieć mi na karku do trzydziestki! Po prostu zajebiście!".

Jednak, kiedy Szymon nadal nie puszczał mojej szyi a jego oddech stawał się coraz spokojniejszy, co oznaczało, że zasypia, moja koszmarna wizja zaczęła topnieć niczym lody zostawione przypadkiem w nagrzanym aucie. Powąchalam jego szyję i włosy, które już tak odrosły od ostatniej wizyty u fryzjera. Pachniał ... niewinnością i taką słodyczą, jaką może pachnieć tylko dziecko. Łapki zaczęły mu się robić bezwładne, a ja nadal leżałam obok, chociaż przed chwilą się odgrażałam, że "ostatni przytulas i idę do siebie".  

Przed oczami stanął mi ten moment, kiedy położna położyła mi go na brzuchu, a jego wydatne usteczka ułożyły się w kształt serduszka.  "Zaraz, zaraz - to to nie było wczoraj, tylko prawie siedem lat temu?! Kiedy on tak urósł?! No kiedy?! Ile razy mnie jeszcze tak przytuli zanim skończy tę trzydziestkę?! Tysiąc? Dziesięć tysięcy? Choćby to było milion, to i tak będzie za mało ..."


Pomyślałam o tych wszystkich chwilach, które już minęły i o tym, jak już cholernie tęsknię za słodkim seplenieniem moich dzieci (a jeszcze niedawno byłam taka dumna, że Szymon wreszcie opanował wymawianie "R"), za tym, jak tuliły się do piersi w czasie karmienia, za uroczym naśladowaniem pieska i tą niepowtarzalną skwaszoną miną po pierwszym jabluszku. Za wszystkim, co było 10, 8, 5 czy 2 lata temu tęsknię, chociaż przecież i wtedy byłytakie chwile jak dzisiaj, kiedy czułam się jak Syzyf toczący swój głaz i marzyłam o tym, żeby czas jak najszybciej minął ... 


I ten czas minął - w mgnieniu oka ...
Do tej trzydziestki minie tak samo szybko, a ja usiądę wtedy w pustym domu i ze łzami wzruszenia będę wspominać, jak mnie wkurzali tym swoim ciągłym: "Mamooooo!".


Pewnie będę miała swoje zainteresowania, pracę i fajne życie kobiety w średnim wieku, która ma odchowane dzieci. Staram się wszak być nowoczesną matką, a nie taką, co to będzie tak związana z dziećmi, że gdy wyfruna  domu, jej życie się skończy. To nie zmienia jednak faktu, że będę cholernie tęsknić za tym czasem i wiem to na pewno!

Pewnie, że czasami mnie wkurza  macierzyństwo i nigdy nie jest takie, jak w reklamie oliwki Bambino albo proszku Vizir. Czasami jest za to jak w reklamie tabletki na ból głowy: szepnie ci taki delikwent do ucha, że będzie z tobą mieszkał do trzydziestki i nagle wszystkie bóle macierzyństwa ci mijają! I wiem, że będę tęsknić za tym cudownym antidotum na wszystko, jakim jest ich bezwarunkowa miłość!

Pewnie, że są dni takie jak właśnie ten, kiedy siły brak, a za piątym razem, kiedy z cieplutkiego łóżeczka wyciąga mnie przeciągłe: "Mamooooo" mam ochotę schować się pod dywan albo wyskoczyć z drugiego piętra. Ale po takim dniu przychodzi następny, w którym to zmęczenie jest juz tylko wspomnieniem, a ich uśmiechy wynagradzają mi wszystko.

Dlatego przytulam, tulę do snu, choć mi mówią, że "przecież oni są już duzi", chodzę na spacery nawet, jak jestem padnięta po pracy i czasami jest mi na rękę, że o 22.00 jeszcze nie śpią, bo to znaczy, że możemy spędzić razem więcej czasu! Zainteresowaniem, poświęconym czasem i czułością będę je "rozpieszczać" tak długo jak się da!

Bo choćby to był milion przytulasów, milion rozmów, milion dni ich dzieciństwa to i tak będzie za mało ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola