Jak pogodzić pracę z mcierzyństwem i prowadzeniem domu? Czy to w ogóle możliwe?

Powrót do pracy po przerwie spowodowanej wychowywaniem dzieci to coś, na co większość  nas, mam, jednocześnie z utęsknieniem czeka i panicznie się boi. Z jednej strony pragnienie wyjścia do ludzi, realizowania się zawodowo, ambicje, która ma każda z nas, zaś z drugiej lęk o to, jak uda się pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową. Czy to jest w ogóle możliwe?



ODWIECZNE PYTANIE, KTÓRE STAWIA SOBIE KAŻDA MATKA

Nieważne, czy wracasz do pracy, kiedy twoje dziecko ma rok czy kiedy ma sześć albo dziesięć lat. Pytanie: CZY DA SIĘ TO, DO CHOLERY,  POGODZIĆ? - pojawia się zawsze i dźwięczy w twojej głowie, kiedy piszesz CV, kiedy je rozsyłasz i kiedy wreszcie słyszysz upragnione: "Ma pani tę pracę!".


Pewnie już pojawił się tu zapalnik, który tylko kusi, by podłożyć pod niego ogień. Otóż jak to - nie ma różnicy czy ma się maleńkie dziecko czy kilkulatka? Tak samo się człowiek martwi? "Przecież kilkulatek to już tyle umie przy sobie zrobić, a roczniak tak bardzo potrzebuje mamy ..." - pomyślicie może. A ja powiem, że każde dziecko potrzebuje mamy (tak samo jak i taty). Jej obecności, troski, uwagi. Nie znaczy to jednak, że potrzebuje jej non stop 24 godziny na dobę i to trzeba sobie uświadomić - inaczej nie ma sensu nawet myśleć o pracy. Mnie to trochę zajęło ...

NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO, CZYLI OPOWIEDNI MOMENT

Tak naprawdę wiek dziecka wcale nie jest tu moim zdaniem kluczowy. Możesz mieć w domu ośmiolatka, a po prostu nie dasz rady zorganizować mu czasu od końca lekcji do twojego powrotu z pracy albo dziesięciolatka, który ma - dajmy na to - problemy w nauce i potrzebuje twojej wzmożonej uwagi, co uniemozliwia ci pracę na etacie. Ile kobiet, mam, rodzin, tyle sytuacji.

Powiem szczerze, że patrząc teraz na to, jak wyglądało moje pójście do pracy w momencie, gdy moje dzieci miały 6 i 10 lat, chwilami dochodziłam do wniosku, że gdyby były młodsze, byłoby łatwiej. Nie byłyby aż tak mocno przyzwyczajone do mojej obecności właściwie od rana do nocy. Choć (tak mi się przynajmniej wydawało) starałam się zawsze dawać im sporo swobody i samodzielności, to jednak moje pójście do pracy, było dla nich swoistą szkołą życia. Po ponad pół roku ich zaradność przeskoczyła chyba o dziesięć poziomów wzwyż. I widzę, że nie tylko mi z tym dobrze, ale i im. Potrzebne im było to odcięcie pępowiny ...


PRZESZKODY SĄ ZAWSZE ...

CHYBA, ŻE TO WYZWANIA!


Raz jest to problem z dojazdem, kiedy indziej z dopasowaniem godzin pracy swoich i partnera do gozin zajęć szkolnych dzieci, jeszcze kiedy indziej brak opiekunki albo koszta opieki, które przewyższają pensję,  Można to wszystko traktować jak kłody pod nogami, a można jak wyzwania, którym po prostu trzeba stawić czoło. Czasami zaś naprawdę trzeba je po prostu przeczekać (tak było w moim przypadku).

Jakby nie patrzeć my, mamy, zawsze będziemy miały o jedno wyzwanie związane z pójściem do pracy więcej, niż inni ludzie. O dzieciach i ich dobru będziemy myśleć bowiem w pierwszej kolejności. I ja uważam, że nic na siłę. Bywa i tak, że o prostu trzeba poczekać i z tego czekania starać się wyciągnąć jak najwięcej dobrego.

CO CI SIĘ PRZYDA, BY SPRÓBOWAĆ POGODZIĆ BYCIE MAMĄ I PROWADZENIE DOMU Z PRACĄ ZAWODOWĄ?

INNI LUDZIE - BEZ NICH ANI RUSZ

Mądrą rzecz i słuszną napisał na swoim blogu w tekście dotyczącym pracy i macierzyństwa Blog Ojciec (tutaj). Otóż - gdzie w tym wszystkim jest tata? W pogodzeniu pracy z macierzyństwem, on ma swoją ogromną rolę! Odpowiedni podział zajęć, wsparcie, obopólne zaangażowanie w obowiązki domowe - dla mnie bez tego ani rusz i innej opcji nie widzę.

Poza tym do organizacji opieki nad dziećmi też są potrzebni ludzie  czy to z instytucji typu żłobek/przedszkole/szkoła czy opiekunki albo kochana, niezastąpiona babcia.Choćbyś nie wiem jak się upierała, bez pomocy innych ludzi nic nie ugrasz. Ja mam to szczęście, że mam dookoła siebie kilka kochanych osób, na które mogę liczyć!

ORGANIZACJA - NIE TYLKO CZASU

Wiadomo, że dobę trzeba sobie przeorganizować, ogarnąć odbieranie dzieci z placówek, pory posiłków i to, kto danego dnia robi zakupy. Trzeba też sobie przeorganizować hierarchię wartości. Świadomość, że są rzeczy ważne i ważniejsze jest dla mamy pracującej niezbędna. tak na marginesie muszę dodać, że całkiem często jest tak, iż pracując zdążysz zrobić niemal tyle samo rzeczy co wtedy, kiedy bylaś mamą niepracującą. To jest chyba jakaś magia, ale kto posiada magicne zdolności jeśli nie my, kobiety ;) ?

IDEALIZM BYE, BYE!

W zyciu do czegoś dążyć trzeba, ale niekoniecznie do perfekcjonizmu. Lepiej po prostu do bycia szczęśliwym człowiekiem! Wyzbycie się myślenia, że  wyłącznie ty sama wszystko zrobisz idealnie, jest niezbędne do zdrowia psychicznego w ogóle, ale jeśli chcesz iść do pracy, to już totalny mus ;). Trzeba też umiec odpuścić i czasem zamiast poukładać w szafie po prostu pieprznąć się wcześniej spać albo zamiast umyć okna, lecieć po pracy z dziećmi na rower. 


ZATEM ODPOWIEDZMY SOBIE SZCZERZE:

CZY DA SIĘ POGODZIĆ MACIERZYŃSTWO Z PRACĄ?

Odpowiem dzisiaj przewrotnie na to pytanie: otóż NIE!
NIE DA SIĘ!

NIE DA SIĘ, dopóki będziesz sobie wyobrażać, że we wszystkich tych dziedzinach bedziesz perfekcyjna i bez żadnej skazy! 
Dopóki będziesz sądzić, że kiedy pójdziesz/wrócisz do pracy nic w twoim dotychczasowym funkcjonowaniu się nie zmieni oprócz tego, że dojdzie ci osiem godzin w biurze, sklepie czy innym miejscu pracy. Wiesz, tak jakbyś dokleiła te godziny do pozostałych 24 i nadal miała tyle samo czasu na upieczenie ciasta, pójście z dziećmi do kina i regularne porządki w szafach. Dopóki będziesz tak sobie to wyobrażać, daleko nie zajedziesz! Możesz  to nabawić się naprawdę porządnej frustracji i konkretnych wyrzutów sumienia ...


CZAS, POZYTYWNE MYŚLENIE I DYSTANS

Te trzy hasła nasuwają mi się, kiedy myślę, jak tak NAPRAWDĘ pogodzić macierzyństwo i życie domowe z pracą. Oprócz dobrej organizacji i rodzinnej współpracy, warto te trzy rzeczy mieć i dać sobie i bliskim, by być szczęśliwą mamą pracującą.

Czas, bo musi potrwać przestawienie się na nowe tory i poukładanie na nowo dni, tygodni, miesięcy. Nie od razu uda się to ogarnąć, bo przestawić musisz się nie tylko ty, ale i wszyscy domownicy. Jednak, kiedy wszyscy będą widzieli fajny, wspólny cel, to się da zrobić dość sprawnie. Jednak nawet, kiedy już się przyzywyczaicie, to zdarzą się takie momenty i sytuacje, kiedy jedno z drugim będzie kolidować. Trzeba mieć tego świadomość.

Pozytywne myślenie - wiadomo, jest dobre na wszystko :))).


Dystans - ktoś klepnął kiedyś w internetach, że bez niego wszyscy umrzemy. umrzec to może nie, ale na pewno z łatwością będziemy się dołować każdym drobiazgiem, a także obwiniać i biczować przy każdej okazji. A godenie pracy z wychowaniem dzieci jest przecież ku temu "fantastyczną" okazją. "Prawdziwe" Matki Polki doskonale o tym wiedzą ;). Także - nie dajmy się zwariować!
Naprawdę nic się nie stanie, jeśli okna umyjesz raz na dwa tygodnie zamiast raz na tydzień a naczynia czasem zmyje mąż, a może nawet - o zgrozo - starsza pociecha 😌 Sprawdziłam na sobie - przeżyłam to i ja i moje mieszkanie, i rodzina. Serio.


Powiem więcej - dzieci spokojnie dadzą sobie radę mając dwoje pracujących rodziców!

COŚ KOSZTEM CZEGOŚ?

Nie pracując zawodowo nie zawsze da się znaleźć czas na wszystko i podzielić czas po równo pomiędzy obowiązki domowe, męża, dzieci i pasje. Matce pracującj tym bardziej trudno. Nie ma te sensu ukrywać, że czas dla siebie też bardzo często trudno znaleźć.

Różnie to z ta pracą bywa i wiem, że NIE MA CO CZAROWAĆ - I WAS I SIEBIE. Zdarzają się takie sytuacje, że życie rodzinne cierpi na racy albo na odwrót. Zdarza się, że stanowisko pracy wymaga szczególnej dyspozycyjności albo godizny pracy są takie, że członkowie rodziny się mijają. Zdarza się, że ludzie za bardzo się rozpędzają w wyścigu po szczeblach kariery. Matki też. Zdarza się, że jest się po pracy padniętą jak mucha a trzeba jeszcze zrobić milion rzeczy. Zdarza się, że praca, którą mamy po prostu nie jest przyjazna matce. Zdarzają się też sytuacje, że po prostu trzeba ratować domowy budżet za wszelką cenę. Życie pisze różne scenariusze. 

IDEALNIE POGODZIĆ PRACĘ Z MACIERZYŃSTWEM A MOŻE PO PROSTU BYĆ SZCZĘŚLIWĄ PRACUJĄCĄ MAMĄ?


W życiu nie ma ideałów. Nie jest czarno-białe i w stu procentach sprawiedliwe. Nie da się być perfekcyjnym w każdej jego dziedzinie. No nie da, choć telewizja, gazety i wiele blogów próbuje nas za wszelką cenę przekonać, że jest inaczej!

Mama, która wstaje rano z szerokim usmiechem i w podskokach przygotowuje dzieciom kanapki, podczs gdy te jak skowroneczki wstają, a tata w miedzyczasie goli się podśpiewując w łazience. Potem wszyscy rozjeżdżają się do szkoły i pracy, a wracają z tymi samymi usmiechami siadając od razu do parujacego obiadu, który magicznie znalazł sie na stole. Mama poza pracą aktywnie udziela się w trójce klasowej, robi na drutach, piece ciasta dla całej rodziny, a wieczorem zamienia się w wampa dla swojego męża. Na fotelu nigdy nie ma stosu prania do poskładania, a w szafkach kuchennych rozsypanej mąki. Dzieci nigdy nie chorują, nie trzeba im pomagać przy lekcjach a kasy jest zawsze tyle, że można nią wytapetować mieszkanie. - dokładnie taki obraz współczesnej rodziny często kreują różnego rodzaju media. Nic dziwnego, że w zderzeniu z rzeczywistością, łatwo pomyśleć, że coś tu jest nie halo i nie tak miało być. 


MAMO, PRACUJ, JEŚLI TEGO CHCESZ!


Mamie pracującej nie jest latwo. Czasem jest bardzo trudno. Mamy jednak takie samo prawo pracować jak mężczyźni i dawno skończyły się czasy, kiedy miejsce matki było wyłącznie w domu. Co nie znaczy, że praca to jakiś przymus. Jeżeli jest ci dobrze w domu, to nic nikomu do tego!

Rożne motywy kierują nami, kiedy chcemy iść do pracy. Pieniądze to jedno, ale chęć rozwoju, wyjścia do ludzi, realizowania się w dziedzinie, którą się lubi - to tak samo ważne powody. Myślę, że warto spróbować poszukać taką pracę i tak sobie wszystko zorganizować, żeby móc realizować się w każdej roli, w której się chce - zarówno mamy, jak i pracownika. Mamy do tego prawo, mamy możliwości, a jeśli są jeszcze chęci, wsparcie i pomoc to już 90% sukcesu!


Ja dzisiaj, po tym pół roku godzenia pracy zawodowej z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci, dochodzę do wniosku, że to nie o to chodzi, by wszystko doskonale ze sobą godzić, ale o to, by być w tym po prostu szczęśliwą. A w rodzinie szczęście ma to do siebie, że jest zaraźliwe.


I choć nie zawsze uda mi się zrobić po pracy w domu tyle, ile bym chciała, niekiedy padam wieczorem na twarz a czasem na przedstawienie do szkoły idzie tata, a nie tak jak wcześniej ja, to myślę, że cała nasza czwórka odnalazła się w nowej sytuacji i nie jesteśmy ani trochę mniej szczęśliwi niż wtedy, gdy nie pracowałam. Kto wie, może nawet bardziej.



P.S. Jeżeli postanowiłaś być niepracującą mamą i jesteś z tą decyzją szczęśliwa, to też dobrze! Nie odbieraj proszę, tego tekstu, jako tezy, że tylko pracujące matki mogą byc zadowolone z życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola