Złe dzieci

Przedszkola, place, zabaw, a nawet sklepy, poczekalnie w przychodniach zdrowia, parki pełne są dzieci - ZŁYCH DZIECI. Biją, gryzą, szczypią, zabierają innym dzieciom zabawki, nie pozwalają wejść na zjeżdżalnię albo pchają się do huśtania poza kolejnością. "Jak sobie z takimi małymi terrorystami poradzić?" - pytają siebie zatroskane matki na Fejsbuku i forach dla mam. Pomysłów im nie brakuje ... Bo trzeba zrobić wszystko, by chronić własne IDEALNE DZIECI przed małymi potworkami!


Trzeba usunąć takie "Złe Dzieci" z przedszkola i zakazać wstępu na place zabaw

Najlepiej w ogóle niech taki trzy czy czterolatek nie wychodzi z domu. Zamknać go w klatce. Tosz to porównywalne do dzikiego lwa wypuszczonego na wolność!


Iść na obdukcję, zgłosić na policję albo do opieki społecznej

A potem pewnie zamknąć kilkuletniego delikwenta w poprawczaku albo najlepiej w więzieniu od razu - co się będziemy rozdrabniać.


Zwyzywać - dziecko albo matkę a najlepiej jedno i drugie

Kłótnie dorosłych ludzi o bijące się dzieci są bardzo dojrzałe. Nie ma co. Podobnie jak wyzywanie obcego dziecka za to, że popchnęło nasze albo prawienie mu kazań jak z ambony. Nie wiem, co dojrzałe i mądre bardziej. Naprawdę.

Żeby nie było - to są autentyczne "rady", które otrzymują mamy na forach internetowych i w realnym życiu także. Nie mam zamiaru tutaj nikogo obrażać ani Broń Boże robić screenów z neta, ale wypowiedzieć się muszę, bo się uduszę. Uleje mi się raz na jakiś czas, a co...

Ja wiem - są dzieci, które naprawdę mają problem z zachowaniem, sa agresywne, bywa, że mają też jakieś zaburzenia. Nie kwestionuję tego! Często - chyba nawet częściej - problem mają ich rodzice. Są różne domy, różne środowiska, różne sposoby wychowania. Jednak, kiedy czytam albo słucham, że trzylatek [TRZY-LA-TEK!!!] powinien zostać wydalony z przedszkola tudzież mama radzi mamie, by ta poszła na obdukcję, bo dzieciak ugryzł kolegę, to zastanawiam sie na jakim ja, kurwa, świecie żyję?! Przepraszam za słownictwo, ale w tym przypadku inne odpowiednie słowa nie przychodzą mi do głowy ...

Ja nie twierdzę, że mamy dawać przyzwolenie na przemoc, ale - ludzie - zachowajmy trochę rozsądku i dystansu!

Bo zaczyna mi się wydawać, że takie zjawiska jest rozsądek i dystans przestały w naszym świecie istnieć, a już na pewno w świecie bardzo dużej części mam! Nie reagujemy już tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest poważny problem, tylko trzęsiemy się jak gówno nad dzieckiem dosłownie na każdym kroku! Niedługo matki będą pozywać do sądu roczniaki, które ich dzieciom nasypią w oczy piasku w piaskownicy! Serio, według mnie tak to wygląda!

Jak czytam te internetowe opowieści rodem z kiepskiego thrillera, jak to Maciuś ugryzł już troje dzieci w przedszkolu a mamusie doradzają owej zrozpaczonej i przerażonej losem swojego potomka mamie, by poszła z tym na policję, to coś we mnię PĘKA. Naprawdę, ku.....wa, pęka! 

Skąd to się w ogóle wzięło? Takie zamykanie dzieci w złotych klatkach i ocenianie innych, których tak naprawdę w ogóle nie znamy? 

Bo co ty wiesz, obca mamo, o tym dziecku, co to popchnęło twoje na zajęciach w przedszkolu, na których ciebie przecież nie było albo pacnęło w głowę łopatką  w piaskownicy, kiedy akurat drugiego potomka hustałaś na huśtawce? Co wiesz o ich relacji? A może się posprzeczali? Może wcześniej twoje dziecko zabrało coś tamtemu? Albo owy "agresor" ma problem z mową i nie umie inaczej komunikować swoich uczuć? A może po prostu, jasna cholera, ma prawo jeszcze nie panować nad złością, bo ma, kurde, dwa czy trzy latka?! 

Dziecko, które bije jest nienormalne albo pochodzi z patolgicznej rodziny. Trzeba się przed nim chronić, a najlepiej po prostu się go pozbyć!


Takie panuje przekonanie wśród wielu matek. Święcie oburzonych. Z przedszkolnych szatni, poczekalni w ośrodkach zdrowia, placów zabaw i iternetowych czeluści. Ich dzieci oczywiście są I-D-E-A-L-N-E - no bo jakżeby inaczej?! Natomiast mamy, których dzieci dotyczy łatka "Złego Dziecka" najczęściej siedzą cicho i boją się wdawać w dyskusję. Bo przecież zaraz zostaną ocenione jako totalna patologia! 



Powiedzmy sobie jasno, że dzieci nie potrafią wyrażać emocji tak jak dorośli. Kurde, o czym ja mówię - znam wielu dorosłych, którzy mają z tym problem, a my wymagamy od kilkulatków opanowania złości czy frustracji! U kilkulatków - a mówimy tu o dzieciach w wieku żłobkowo - przedszkolnym, zachowania typu popchnięcie kogoś, uszczypanie w obronie swojego "terytorium", wyszarpanie siłą zabawki naprawdę są NORMALNE! 


Dziecko w tym wieku zaczyna być coraz bardziej samodzielne, a jednocześnie wielu rzeczy nie daje rady jeszcze zrobić. Z drugiej strony bardzo mocno w tym wieku buzują w nim emocje i wciąż uczy się sobie z nimi radzić. Psychologowie zgodnie twierdzą, że do pewnego wieku takie zachowania są związane z etapem rozwoju dziecka i nie są niczym nienormalnym! 


Rolą rodziców jest tutaj uczenie dziecka, jak sobie z tymi emocjami radzić i staranie się, by maluch tych agresywnych zachowań miał jak najmniej. Jednak chyba każdy, kto przechodził ten etap u swojego dziecka wie, jakie to proste ... Taaaaak ... Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. A jeszcze trudniej, gdy twoje emocjonalne dziecko jest przez innych dorosłych traktowane jak mały terrorysta!

Nie brakuje przypadków, kiedy naprawdę jest problem z zachowaniem dziecka

I jeszcze raz powtórzę - ja temu nie przeczę! Jednak przestaliśmy patrzeć na to obiektywnie! W dobie wszechobecnych zaburzeń, nowych diagnoz, dezinformacji w tym temacie, przypisujemy choroby dzieciom, które zachowują się zupełnie zdrowo. Zaczynamy popadać w jakąś paranoję i każde grzmotnięcie się kilkulatków w sporze o autko czy nawet wydrcie buzi przez zwyczajnie rozzłoszczonego albo zmęcoznego malucha, traktujemy jako zjawisko patologiczne, a takie dzieci w mgnieniu oka urastają do rangi "przedszkolnych potworków", "małych terrorystów"


Jesper Juul wydał niedawno książkę "Agresja - nowe tabu". Swoim wnikliwym okiem słusznie zauważył, jak zachowania agresywne u dzieci zaczęły być traktowane w naszym społeczeństwie, społeczeństwie, które chce bardzo być doskonałe! To absolutnie nie jest reklama tegoż poradnika, ale moja stuprocentowa zgoda  z tym, co Juul obserwuje i co stwierdza:


"Agresja u dzieci nie jest przejawem złego charakteru, lecz ważnym sygnałem dla rodziców i nauczycieli. Ich obowiązkiem jest zrozumienie tego przekazu i nauczenie dzieci radzenia sobie z emocjami w konstruktywny sposób. Zamiast potępiać agresję ‒ mówi Jesper Juul ‒ trzeba ją przekształcać jej w pozytywne działanie. [...] Agresywnym dzieciom należy się przede wszystkim zrozumienie, a nie potępienie ‒ pisze ‒ ponieważ one tylko naśladują agresywnych dorosłych."

[źródło cytatu: dziecisawazne]

I tutaj nie chodzi o to, że dziecko, które bije, musi widzieć przemoc w domu. Agresywne zachowania są dla wielu dzieci formą obrony. Obrony przed takim właśnie szufladkowaniem, które czują, przed słowami: "Ty jesteś zły, brzydki, niedobry". Tak mówią zarówno nieświadomi szkody rodzice, jak i rodzice tych dzieci, które z agresją problemów nie mają. 

A - jak przeczytałam w innej, niezwykle fajnej i mądrej książce dla rodziców "Mały buntownik - intrukcja obługi" A-C. Kleindiest i L. Corazza:



"Dziecko staje się takie, jakie mówi się, że jest. I wierzy w to, co się o nim mówi".

Do przemyślenia zostawiam wam te dwa cytaty...

Bądźmy dorośli!

I podchodźmy do tematu z wiedzą, rozsądkiem i dystansem. Ja wiem, że każda matka chce chronić swoje dziecko. Żadnej z nas nie jest przyjemnie, kiedy jej pociecha zostnie uderzona, popchnięta  czy ugryziona. Jednak popadanie w skrajności niczego dobrego nie przyniesie!

Przestańmy oceniać dzieci z perspektywy dorosłych. Jak słyszę określenia rzucane w stronę trzylatka: terrorysta, czubek, niebezpiecnzy dla otoczenia, to krew mnie zalewa. Naprawdę, ale to naprawdę, z ręką na sercu nie sądzę, by trzy czy czterolatek mógł wyrządzić bardzo poważną krzywdę rówieśnikowi.


Zatem - kiedy reagować na przemoc dzieci wobec dzieci i jak pomóc?

Na pewno rozwiązaniem nie jest chodzenie z uszczypanym trzylatkiem na obdukcję ani odizolowanie dziecka, które ma problem z agresją od innych dzieci.

Dopóki to możliwe, pozwalajmy dzieciom samemu rozwiązywać konflikty między sobą i przechodzić naturalne etapy rozwoju. Nie jest tak, że każdy przejaw złości czy nawet agresji u dzieci jest czymś złym i godnym potępienia! Nie ma złych emocji - są tylko trudne  a naszą rolą jest pomóc dzieciom właściwie je wyrażać!

Jeśli problem jest poważny - ale - umówmy się - oceńmy to uczciwie - jest jeszcze cos takiego, jak ROZMOWA. Z wychowawcą, pedagogiem, psychologiem, rodzicami dziecka. Może oni naprawdę się starają, ale nie wiedzą, jak pomóc dziecku, które ma kłopot z wyrażaniem emocji? Może maluch ma problem - czasem w sumie prosty - do którego trzeba po prostu dotrzeć i pomóc mu go rozwiązać?

Przystopujmy z diagnozami. Praktycznie wszędzie, gdzie przewija się temat agresji dziecka wobec innego dziecka, pojawiają się "lekarze" i to od razu z doktoratem z psychiatrii:

"Na pewno ma jakieś zaburzenia! Może Asperger albo ADHD, ewentualnie autyzm! Teraz pełno takich nienormalnych dzieciaków!".

Serio, dzieci z zaburzeniami nadal są w mniejszości w stosunku do tych bez zaburzeń. I tym zdrowym też się zdarza popchnąć czy palnąć się łopatkami! Sama pamiętam, jak szarpaliśmy się za łby z rodzeństwem czy kuzynostwem i nikt nas do lekarza prez to nie prowadzał, a rodzice podchodzili do tego z dystansem. Za chwilę pogodziliśmy się i było po akcji.

Nie twierdzę, że agresja dzieci jest dobra i nie każę ci się na to godzić!

Chcę jednak podkreślić w jak daleką skrajność zaczęliśmy popadać my, jako społeczeństwo, a przede wszystkim my, jako matki. Zareagowanie impulsywnie w wieku lat trzech jest normalne, ale już potraktowanie takiego dziecka jak przestępcę [a do tego dochodzi] przez osobę dorosłą normalne nie jest! 

Przede wszystkim zacznijmy od siebie i swoich dzieci ucząc wyrażania emocji, a potem oceniajmy innych. Uczmy też dzieci, jak reagować na agresywne zachowania. Uczmy, że jest coś takiego jak rozmowa albo można zwycajnie odejść od agresora.

Nie twierdzę, że nie powinno się reagować w poważnych przypadkach, kiedy sprawy zachodzą za daleko. Jednak usuwanie dziecka z placówki, to nie jest metoda. Karanie dziecka, ktore i tak ma już jakiś problem, nie pomoże ani jemu ani grupie. Umówmy się: poważne zaburzenia, w których do dziecka naprawdę nie da się dotrzeć to są wyjątkowe przypadki! W większości sytuacji problem da się rozwiązać!

Bywa, że rodzice nie widzą problemu, nie reagują, nie współpracują ...

I to jest chyba najgorsze, bo dziecko nigdy nie jest złe i nigdy nie chce być odrzucane i nielubiane przez grupę. Trudno jest pokonać problem agresji u dziecka, jeśli ma to związek z tym, co dzieje się w domu, a rodzice nie widzą problemu. Nadal jednak uważam, że nie jest sposobem izolowanie takiego dziecka albo zgłaszanie go na policję...

I na koniec jeszcze taki mały apel ...

Matko, której dziecko nigdy nikogo nie uderzyło, nie popchnęlo, nie uszczypało ...
Matko, ktora jesteś pewna, że was ten etap nigdy nie czeka...
Matko, która masz słodkiego roczniaka i oceniasz jako małych terrorystów trzyletnie dzieci...
Matko, która z taką łatwością skreślasz rodziców bijacego dziecka totalnie ich nie znając...
Matko, której dziecko cały czas rośnie, zmienia się i rozwija i która nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie się zachowywało za rok, dwa, trzy ...
Idealna matko idealnego dziecka...


Pierwsza rzuć kamieniem...


***
To pisałam ja - mama Szymka, który miał - podkreślam MIAŁ - problem z wyrażaniem emocji i który też bywał w taki sposób oceniany. Mama cudownego, wrażliwego, inteligentnego chłopaka, który teraz ma wielu kolegów i przyjaciół, świetnie odnajduje się w grupie, kocha przedszkole i NIE BIJE. Już nie. Poradziliśmy sobie z tym

Chcę jednak podkreślić jeszcze na koniec jedno: Szymek był cudownym chłopcem nawet wtedy, gdy zdarzało mu się uderzyć. I jestem przekonana, że tak samo jest z innymi dziećmi osądzanymi, ocenianymi, spisywanymi na starty, bo biją, popychają i reagują impulsywnie i agresywnie. Jak jednak mają myśleć o sobie inaczej I zachowywać się inaczej, skoro to my, dorośli, mówimy o nich ZŁE DZIECI?... Przecież dzieci wierzą dorosłym ...

Podkreślę, że w tym tekście - w jego 3/4 - mam na myśli sporadyczne przypadki agresji kilkuletnich dzieci, dzieci na etapie uczenia się radzenia sobie z emocjami, zachowania mieszczące się w granicy normy, które my społeczeństwo, my matki zaczynamy na wyrost i bezpodstawnie traktować jako patologiczne. Dzieci z prawdziwymi zaburzeniami to zupełnie oddzielny temat!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola