Jak zmienić swoje życie w niecały rok?

Wreszcie przyszedł ten dzień. Musiałam to napisać i zaszczycić świat moimi niesamowicie madrymi przemyśleniami. Zbyt wielu ludzi pyta siebie tak jak ja jeszcze rok temu: "Dlaczego nic mi się w życiu nie udaje? Dlaczego tkwię w czarnej dupie, z której nie widać wyjścia? Dlaczego Zośka, z którą chodziłam do LO jeździ po świecie, prowadzi firmę i ma zajebistego faceta, a ja jestem taka nieudana?". Naprawdę zbyt wielu ludzi się nad tymi życiowymi dramatami zastanawia, żebym mogła dłuzej ukrywać odpowiedź i cudowny sposób na zmianę swojego życia o 180 stopni! No bo ja go znam! Serio! Chcesz go poznać i ty?  Czytaj zatem i napawaj się moją niezwykła elokwencją i życiową wiedzą! A co!


W zeszłym tygodniu mnie coś naszło. Walnęłam na Fejsie taki filozoficzno - refleksyjny status, że pewnie niektórzy z butów wyskoczyli. Siedziałam sobie pierwszego wolnego dnia po tygodniu pracy [P-R-A-C-Y!!! Takiej wiecie, innej niż bycie mamą. Takiej nie w domu. Serio! Po 10 latach... 😲😏😆] i wygrzewałam się na słoneczku  niczym kot, który ma tę słodką pewność, że jego życie jest po prostu, tak zwyczajnie i słodko FAJNE. Dzieciaki biegały obok po podwórku bawiąc się beztrosko, ptaki ćwierkały nad głową, z góry, z naszego mieszkania dobiegał dźwięk gwizdka od czajnika, bo Grzesiek akurat parzył nam kawę, a od mamy z kuchni zapach szarlotki ... Rozejrzałam się dookoła i pomyślałam:

"Kurde, w końcu jestem tu, gdzie zawsze chciałam być! I nie chodzi o to, że mieszkam u rodziców na poddaszu, zamiast w odpicowanym, nowym domu, ale o to, że czuję się szczęśliwa w tym miejscu, w tym czasie, z tymi ludźmi, z tym, co mam w sercu i w głowie!"

W tym nastroju strzeliłam taki status na Fejsie:

"Wiecie jak przez rok zmieniło się moje życie?
O 180 stopni!
Rok temu mniej więcej o tej porze podjęliśmy decyzję o remoncie poddasza u rodziców i wyprowadzce z poprzedniego mieszkania. Jedna z lepszych decyzji w naszym wspólnym życiu - tyle mogę powiedzieć dzisiaj!
W czerwcu braliśmy kredyt i całe wakacje budowaliśmy nasze gniazdko od A do Zet. Pamiętacie moje relacje z budowy? Gołe ściany i dziury po starych oknach? Dzisiaj nadal jest dużo do zrobienia, ale mamy swoj ciepły i przytulny kąt, który dał nam poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Mieszkamy tu już prawie pół roku!
Dzieci zmieniły szkołę co było kolejną świetną decyzją. Trafiliśmy na wspaniałych nauczycieli z powołania. Dzieciaki mają przyjaciół a ja nowych, przesympatycznych znajomych.
Moja pasja blogowa i scrapowa rozwinęła sie przez ten czas cudnie. Tworzę z pasją, robię to co kocham i nawet dorobilam sie biurka hihi 😉
To jeszcze nie wszystko, bo w ciągu tego roku odsunęliśmy od siebie myśli o ponownym wyjeździe Grześka za granicę. Ba! Ja znalazłam pracę i po latach wyszłam do ludzi!

Brzmi niczym sielanka? Musieliśmy dużo, bardzo dużo przejść, by być w tym miejscu, w którym jesteśmy! Gdybym wam powiedziała co, w niektóre rzeczy pewnie byście nie uwierzyli.
[...]"
[Reszta tutaj: 

Dzięki za wszystkie wasze gratulacje i miłe słowa! W nagrodę za tę tonę motywacji, jaką mi dajecie wy, moje czytelniczki, niby obce kobitki, a jednak tak mi bliskie, zdradzę wam mój cudowny sposób na to, jak zmienić swoje życie, przestać narzekać i zacząć żyć takim życiem, jakim się chce życ! 


To nie będzie kolejny skandynawski poradnik o medytacji i wyznaczaniu swoich granic ani banalne hasła w stylu: "Rozpisz sobie plan i się go trzymaj" tudzież "Po prostu uwierz w siebie. Najlepiej powtarzaj sobie to codziennie przed lustrem". Tu sa potrzebne jaja. Serio. Trzeba znaleźć w sobie prawdziwą ikrę, żeby zawalczyć o siebie i swoje życie nie tak, jak radzą w książkach, mądrych progrmach i na sztucznych blogach, ale na swoich własnych zasadach! 


Jak to zrobić? Zrobisz, jak zechcesz, ale ja mogę ci rzucić kilka rad z własnego doświadczenia!


POKONAJ SWOJE DEMONY

Ma je każdy z nas. Z niektórymi da się żyć normalnie. Niektóre oswoiliśmy na tyle, że nam przestaly przeszkadzać. Jednak bywa i tak, że nas blokują w życiu. Te nasze lęki, uprzedzenia, złe myśli. I trzeba kopnąć je po kolei w tyłki i wywalić ze swojej głowy. Serio!

Jestem przykładem tego, że to jest tak naprawdę sedno problemu i początek wszystkiego. Dopóki nie pokonasz w sobie tego, co cię blokuje, nie ruszysz z niczym. Może to trauma po utracie pierwszej pracy albo zakodowane od lat poczucie niskiej wartości, może to nawet oklepane trudne dzieciństwo. Z doświadczenia wiem, że te nasze wewnętrzne demony to w dużej mierze PRZESZŁOŚĆ. Ta cholera ma to do siebie, że mimo, iż dawno jej nie ma, wpływa na nasze życie. Musisz ją pokonać.

Nie powiem ci jak to zrobić, bo każdy musi sam do tego dojść. Jedni są w stanie zrobić to sami, sami zmienić swój sposób myślenia, inni potrzebują mentora albo terapii. Jedni będą spisywać na kartce to, co ich gnębi i palić w piecu, inni znajdą spokój w sporcie albo innym hobby, które sprawi, że przestaną myśleć o głupotach, a zaczną mysleć o sobie dobrze i uwierzą, że moga i potrafią. 

ZRÓB PORZĄDKI  WOKÓŁ SIEBIE - BEZ SENTYMENTÓW

Jak już wywalisz demony ze swojej głowy, zrob porządek dookoła siebie. To, jakimi ludźmi się otaczamy, to w dużej mierze nasza decyzja, tylko trzeba sobie to uświadomić i umieć ją podjąć.

Warto sobie uświadomić, że:

a. Nie ma sensu pchać się tam, gdzie nas nie chcą i ubolewać - dlaczego oni mnie nie lubią? nie lubią to kij im w oko! Ich strata!

b. Wszystkim nigdy się nie dogodzi, a poza tym w życiu nie chodzi o to, żeby dogdzać wszystkim. 

c. To jakimi ludźmi się otaczamy ma ogromny wpływ na nasze myśli i działania. Czy tego chcemy czy nie. 

Wnioski wyciągnijcie sami...

POŻEGNAJ NA ZAWSZE UPIERDLIWEGO GOŚCIA JAKIM JEST STRACH

Bo to on robi dużo bałaganu i nie pozwala ci iść naprzód. kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a jeśli nie idziesz do przodu to tak, jakbyś się cofała. Święte słowa jak dla mnie. 

A sama bardzo długo byłam niewolnikiem lęku:
"A co jak się nie uda?", "A może lepiej nie?", "A może nie powinnam?", "Ojej, na pewno nic z tego nie wyjdzie!" - znam te teksty na pamięć. Uwielbiałam wymyślać czarne scenariusze! Byłam w tym chwilami  lepsza od Hitchcoka haha ;). A umysł zablokowany strachem nie jest w stanie zrobić nic pozytywnego. 

I PRZESTAŃ SIĘ PRZEJMOWAĆ TYM, CO LUDZIE POWIEDZĄ

Kolejna doskonała blokada naszego myślenia i działania: pani Stasia z klatki obok albo ciocia Wandzia. Tosz one wiedzą lepiej, co dla nas dobre i lepiej niż niejeden psycholog społeczny ocenią nasze postępowanie! Jasne...

Najgorsze, co można zrobić, to uzależnić swoje życie od tego, co pomyślą albo powiedzą inni. Ja długi czas tak właśnie postępowałam, wciąż ukradkiem patrząc, czy może ktoś nie mówi o mnie czegoś złego. Teraz mam to w d....uszy i ogromny ciężar spadł mi z serca. Dopóki żyję nie robiąc nikomu krzywdy, niech sobie gadają co chcą!

BĄDŹ RAZ JAK GRECKI FILOZOF I ODPOWIEDZ SOBIE NA PYTANIE:  CZEGO CHCĘ OD ŻYCIA?

Być szczęśliwym to nie jest odpowiedź. Bo każdy tego chce, ale dla każdego szczęście oznacza coś innego. Jednemu da je rodzina i tylko rodzina, innemu oprócz wychowywania dzieci potrzebna jest do szczęścia praca i wyjście do ludzi. I to jest normalne. Ja połączyłam rodzinę, pasje i pracę, która jest dla mnie przede wszystkim wyjściem z domu - tego właśnie potrzebowałam. Zajęło mi to sporo czasu, ale zrozumiałam, że wiele przeszkód istnieje tylko w mojej głowie, a większość da się pokonać. 

Kolejne czego chcę, to STUDIA. I teraz już wiem, że to też zrobię - prędzej czy później, ale zrobię!

I ... KURDE! NO ZRÓB TO!

Nikt nie zmieni twojego życia za ciebie i nikt go za ciebie nie przeżyje!


Mam nadzieję, że moje rady okaża się pomocne, jeśli jesteś właśnie w takim momencie życia jak ja jeszcze trochę ponad rok temu. U mnie to wszystko musiało się wydarzyć, żebym ruszyła z miejsca. Nie raz zdarzało mi się słyszeć, że ja to mam wszystko albo że wszystko dostałam za darmo, a za darmo to można najwyżej w mordę dostać. I od życia parę razy dostałam, za darmo, fakt. Jednak dużo rzeczy w życiu trzeba sobie po prostu wypracować. Czasem naprawdę cieżką orką.


To, że zmieniłam w swoim życiu tak wiele, nie znaczy, że teraz jest tylko idealnie i nie ma żadnych problemów, ale ja już nie siedzę zawinięta w koc i nie patrzę tęsknie w okno ani nie katuję się myślami, że życie ucieka mi przez palce. Robię to, co kocham, jestem tu, gdzie chcę być i z ludźmi, którzy są dla mnie tak samo ważni jak ja dla nich. I wiem, że o to właśnie w życiu chodzi!


 I wcale nie chodzi tu o piękny dom, super samochód i modne ciuchy - to są szczerze mówiąc najbłahsze sprawy. Chodzi o bycie szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. I o to warto walczyć! Ja zawalczyłam, a ty masz odwagę?

Trzymam za ciebie kciuki!

P.S. Pamiętaj, że to nie poradnik psycholożki a jedynie garść doświadczeniej wiejskiej blogerki [i to podobno z bożej łaski ;)].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola