Trudno być rodzicem, ale być dzieckiem też nie jest łatwo!

Polacy lubią narzekać. Nie wyprzemy się tego. Oprócz pogody i pracy, i tego, że trzeba rano wstawać, najczęściej narzekamy chyba na ciężki los rodzica. Nieprzespane noce, kolki, bunt dwulatka, czterolatka, sześciolatka [właściwie w każdym wieku], potem pyskówki, problemy dziecka w szkole - to wszystko jest często  dla nas, rodziców,  powodem do zmartwień i narzekania. 


Pomyślałaś kiedyś mamo, pomyślałeś tato, choć raz że dziecku też może być trudno?  


Przeczytałam ostatnio bardzo mądre słowa na profilu Bliskie Miejsce na Facebooku: 

\"Bycie ojcem lub matką to trudna sprawa, ale o wiele trudniejsze może być bycie dzieckiem" [Alfie Kohn]


I dalej:


"Kiedy chcą zadbać o swoje potrzeby, ale jeszcze nie potrafią ich nazwać.
Kiedy chcą je wyrazić, ale jeszcze nie wiedzą jak.

Kiedy chcą zadbać o to, co dla nich ważne, ale wychodzi im to różnie.

Kiedy brakuje im umiejętności, okazji, komfortu, kogoś, kto gotów jest to wszystko usłyszeć.

Kiedy targają nimi emocje, odpalają się od niewielkiej iskry i następuje gigantyczny wybuch.

Kiedy są w trudach i trudnościach.



Popatrzmy na nasze dzieci inaczej. Dzisiaj, jutro, każdego dnia. To ludzie, którzy wykonują ciężką, rozwojową robotę, a "narzędzia", które mają często im tej pracy nie ułatwiają."


Już dawno, żadne słowa na temat wychowania dzieci, nie dały mi tyle do myślenia, co ten cytat i załączony do niego opis. Im więcej razy się w nie wczytywałam, im bardziej się nad nimi zastanawiałam, im dogłębniej analizowałam trudne sytucje z moimi dziećmi, tym bardziej docierało do mnie, ile w tych prostych, krótkich słowach jest prawdy!


Trudno jest być dzieckiem!

Tak naprawdę chyba od nikogo tyle się nie oczekuje, co od dziecka właśnie. I to oczekują nie tylko rodzice, ale i nauczyciele, i w ogóle społeczeństwo. 


Najpierw dziecko ma gaworzyć, ma chodzić, ma siadać na nocnik, ma mówić pełnymi zdaniami - i to najlepiej książkowo! Potem ma się dzielić z innymi dziećmi, umieć panować nad złością, w odpowiednim czasie zacząć rysować, pisać i czytać. Jeszcze później ma sobie dobrze radzić w szkole, a najlepiej wzorowo. Przede wszystkim jednak ma BYĆ GRZECZNE!  

A kiedy coś idzie nie tak niestety dziecko czuje frustrację dorosłych, ich rozczarowanie, zawód, irytację, to, jak się martwią [często na wyrost]. Musi być cholernie trudno im sobie z tym poradzić ... Bo przecież nie "zawodzą" rodziców celowo! Nie sprawiają trudności ze złej woli! Nie wybuchają złością na złość rodzicom, tylko dlatego, że nie potrafią jeszcze panować nad emocjami i mają do tego prawo, a i dzielić się nie muszą ze wszystkimi jak się utarło, bo ty, Mamo, Tato, też nie pożyczasz samochodu każdej osobie napotkanej na ulicy! 


Od dzieci oczekujemy często więcej niż od dorosłych. Zapędzamy się w tych oczekiwaniach tworząc sobie w głowie obraz małego robota, którego można zaprogramować...

Tak dużo wymagań, tak mało zrozumienia ...


Mała głowa, małe emocje, mała osobowość rozwijają się w swoim własnym tempie i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Tymczasem od nas, dorosłych, nasze dzieci często otrzymują tak mało zrozumienia ... Tak, tak, moje ode mnie też!

Chyba jakoś nam się wydaje, że dzieci nie trzeba rozumieć. To one mają się dostosować do dorosłego świata, a nie na odwrót!

Dwulatek rzuca się w sklepie na podłogę? Robi rodzicom na złość. 

A może po prostu ma prawo w tym wieku nie umieć jeszcze panować nad emocjami? Może przesyt sklepowych półek to dla niego za wiele? Może nie potrafi zrozumieć, że nie wszystko można mieć?

Maluch uderza inne dziecko albo nie chce się dzielic zabawkami? Jest niegrzeczny, złośliwy, a może ma jakieś zaburzenia. 

Po pierwsze - musi się dzielić? Ty pożyczasz samochód każdej napotkanej na ulicy osobie? Ano nie. To czemu każesz to robić dziecku? Ty się nigdy nie denerwujesz na inną osobę? Okej - nie bijesz, ale spróbuj sobie przypomnieć, jak reagowałaś mając tyle lat, ile twoje dziecko teraz! Jak tłukłaś się z bratem [no nie mów mi, że nie!] o to, czy fajniejszym Pokemonem jest Pikachu czy Ivy albo o to, że wziął bez pytania twoje "Bravo" albo jaka byłaś rozżalona, kiedy twoja siostra dostała na urodziny Barbie, a ty nie i po kryjomu skróciłaś lalce włosy prawie do zera. Potem oczywiście strasznie żałowałaś, ale w dziecięcych emocjach robiło się rożne - czasem głupie - rzeczy i taka jest prawda! Dlaczego teraz, kiedy postępują tak nasze dzieci, wydaje nam się to tak strasznie niestosowne i złe?

Inne dziecko psoci się naszemu w piaskownicy? Jest niewychowane albo ma orzeczenie. 

Bo jak dziecko reaguje agresywnie to już na pewno coś z nim nie tak, bo przecież agresywnie to nie wolno! Bo bicie jest złe! Tak, jasne, zgadzam się - i dorosły powinien o tym wiedzieć, ale kilkulatek ma prawo jeszcze tego nie rozumieć i tak jak ty w złości pierdolniesz talerzem, tak on potrafi pacnąć kolegę w piaskownicy wiaderkiem w głowę. Na pewnym etpaie rozwoju to normalne.

Ośmiolatek nie chce się uczyć Jest bezmyślny i nie myśli o przyszłości. 

A ty myślałaś o przyszłości, jak miałaś osiem lat? No plizzzzzzz....


Tu nie chodzi o to, że dzieciom powinno być wolno wszystko ...

...a my mamy tylko kiwać głową i starać się zrozumieć. Nie jestem zwolenniczką "bezstresowego wychowania" w tym negatywnym jego znaczeniu. Wiem jednak, jak łatwo nam, rodzicom się zagubić i często oceniać zachowanie swoich dzieci przez pryzmat naszego, dorosłego myslenia. A to zgubne podejście, bo dziecięcy umysł i emocje funkcjonują inaczej niż u dorosłego. Wiem, że to oczywiste, ale czy pamiętasz o tym na co dzień? Mnie często zdarza się zapominać ...


Zapomniał wół, jak cielęciem był ...

I teraz chce, żeby jego pociechy od razu przestawiły swoje myślenie na starsze o 20 lat. A nie tędy droga! Takim myśleniem, jakie często mamy niczego nie ułatwiamy ani sobie ani dzieciom. Często wręcz niepotrzebnie podkręcamy skalę problemu i różnych zdarzeń nadinterpretując je swoim dorosłym myśleniem, a dla dzieciaków najczęściej wszystko jest naprawdę proste! Trzeba tylko dać im prawo do emocji, problemów i zachowań na dziecięcym poziomie i postarać się je zrozumieć!

Ba, powiem więcej - jest jeszcze coś takiego, jak empatia! Bardzo modne słowo, a tak rzadko stosowane w stosunku do dzieci ... No, chyba, ze to one mają być empatyczne i rozumieć, że na przykład mamusi sprawiły przykrość albo koleżance Basi. A ile razy ty, mamo, tato, byłaś/ byłeś empatyczna / -y dla swojego dziecka? Ile razy, zamiast się wkurzać, zastanowiłaś / -eś się przez chwilę, dlaczego twoje dziecko zachowało się tak, a nie inaczej, ale nie z perspektywy dorosłego tylko z perspektywy dziecka?

Zrozumienie i empatia - to pomoże o wiele bardziej, niż złoszczenie się, ocenianie, negowanie uczuć dziecka i dołowanie się, że jak to ja mam ciężko, bo dziecko nie słucha się mnie, ma wybuchy złości, jest płaczliwe i w ogóle psuje nam nerwy swoim zachowaniem. I - gwarantuję - i nam i dziecku będzie  z tymi "towarzyszami" w naszej relacji łatwiej i zwyczajnie fajniej!


Obiecuję sobie, że będę o tym pamiętać! A ty?


P.S. Szkic tego wpisu miałam już w roboczych od kilku dni, ale ostatnie dyskusje w mojej grupie Mama Taka Jak Ty czy w grupie Joasi Jaskółki Matka jest tylko jedna tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że warto ten temat na blogu poruszyć.

PS.2. Joasia napisała wiele bardzo potrzebnych tekstów o emocjach dzieci, z którymi się mocno zgadzam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola