Jedna rzecz, która sprawi, że twoje problemy z dzieckiem będą martwić cię znacznie mniej.

Mamy ze swoimi dziećmi różne problemy. Jedne nie chcą jeść, drugie uparcie przychodzą do łóżka rodziców, trzecie nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu, czwarte o wszystko płaczą i tak dalej i tak dalej. Rzadko się chyba zdarza, żebyśmy gdzieś tam nie marzyli, aby sobie z jakimś wychowawczym problemem poradzić... Znam to, oczywiście, że znam!

Późno, bo późno, ale odkryłam jednak w końcu pewną rzecz, która sprawia, że te trudności i kłopoty z dziećmi mniej mnie stresują i martwią! Zdradzę ci dzisiaj ten sekret - ty też przejmuj się mniej!




Co się rodzic namartwi, to wie tylko on sam! 

Nie wspomnę już o tym, jak dziecko zachoruje, ale wiele stresu przysparzają nam też tzw. problemy wychowawcze tudzież zachowania dziecka, które uznajemy za problemowe. My albo społeczeństwo. Zaliczyć można do nich chociażby płaczliwość [szczególnie piętnowaną u chłopców], szybkie wpadanie w złość u kilkulatków, nieumiejętność dzielenia się zabawkami  albo takie sprawy jak trudności z odpieluchowaniem, przychodzenie w nocy do łóżka rodziców, niechęć do jedzenia, lęk separacyjny na przykład po pójściu do przedszkola [który potrafi czasem trwać wyjątkowo długo], czy przesadną ruchliwość.

Znam ten ból! Wiem, jak smakują nieprzespane noce przez tego rodzaju problemy. Z jednej strony każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej, więc martwią go takie trudności, któe - jak nam sie wydaje -  mogą negatywnie wpływać na późniejsze życie naszego dziecka czy też  zaburzają funkcjonowanie naszego potomka w społeczeństwie. Z drugiej zaś dla nas samych pewne określone zahcowania naszej pociechy są męczące i trudne do zaakceptowania.

Jest jeszcze trzecia strona tego medalu: otoczenie. Bardzo często jest tak, że to presja społeczna powoduje, że jakieś zachowania dzieci nas martwią ... A bo pani w kolejce do lekarz skomentowała to, że dziekco nie może usiedzieć w miejscu, a bo sąsiadka przewrażliwiona na punkcie swojego jedynaka ma pretensje, że twoja pociecha ciągle mu dokucza [i nie widzi, że jej dziecko nie jest dłużne], a bo synek siostry już siusia na nocnik, a twój nie ... Od razu zapala się czerwona lampka: a może z moim dzieckiem jest coś nie tak? A może to ja robię coś źle?

To wszystko potęguje nasze frustracje, poczucie winy pomieszane z bezsilnością. 
Wzbudza poczucie winy a czasami wręcz złość na dziecko:
że jest takie, a nie inne, że się nie słucha, że "odstaje" od rówieśników.
Próbujemy "zlikwidować problem" za wszelką cenę.
 Sadzamy dziecko na nocnik odkąd skończy roczek, żeby tylko nie było "gorsze" od innych.
Prawimy kazania trzylatkowi, który tak naprawdę nic z niego nie rozumie.
Doprowadzamy się do nerwicy i zupełnie bez sensu stresujemy też same dzieci.
Doszukujemy się chorób: bo przecież teraz co drugie dziecko ma ADHD albo autyzm ...
A tak naprawdę na wiele problemów z dzieckiem jest jeden, niezawodny sposób ....


CZAS!!!!

Tak, Kochana Mamo! To takie proste i oczywiste! 
Katujemy się, zachodzimy w głowę, fundujemy sobie często okropny stres, bo nasze dziecko "JESZCZE czegoś nie robi" albo , a prawda jest taka, że z bardzo wielu problemów i trudnych zachowań dzieci po prostu WYRASTAJĄ albo potrzebują więcej niż kilku dni, żeby POJĄĆ I PRZYSWOIĆ nowe umiejętności czy zasady!
A nam często wydaje się, że dziecko powinno rodzić się z tymi wszystkimi umiejętnościami, których w naturalny sposób uczy się z biegiem miesięcy czy lat. 
My byśmy chciały od razu, teraz zaraz, szczególnie, kiedy Jasiek od sąsiadki już umie!
Nam się wydaje, że to koniec świata, że dziecko boi się fryzjera czy dentysty, że nie przesypia nocy, że nie garnie się do czytania czy pisania albo o wszystko płacze.
A z upływem miesięcy, a czasem nawet tygodni, często te przejściowe problemy znikają!


Pamiętam, jak Julia szła do przedszkola. Boże, tosz pierwsze miesiące to był koszmar! Musiała chociaż machać nogami, jak już udało się ją usadzić przy stoliku, nie trzymała się zasad,  gadała jak katarynkaA zobacz ją teraz: nie poznasz! Totalnie inne dziecko! Potrafi spokojnie posiedzieć, zająć się, jest wrażliwą, samodzielną, uczynną dziewczynką, ma mnóstwo zainteresowań ... Nie ma na nią absolutnie żadnych skarg w szkole, a jeszcze dwa lata temu na każdej wywiadówce więdły mi uszy ...

Szymek podobnie. Bardzo długo walczyliśmy z odpieluchowaniem. Jeszcze w wieku ponad 3 lat zdarzały mu się wpadki, a nocne jeszcze dłużej. Frustrowałam się słysząc docinki rodziny: "Taki duży i sika?!". A przyszedł czas, że zwyczajnie DOJRZAŁ i problem zniknął. Niektóre dzieci potrzebują po prostu WIĘCEJ CZASU! Sukcesywnie znikają też inne problemy, które jeszcze niedawno nie dawały mi spokoju: nauczył się żyć w grupie, coraz lepiej panuje nad emocjami, zaczyna czytać i pisać, interesuje się spokojniejszymi zabawami. Niedawno byliśmy z nim załatwić urzędową sprawę i nie mogliśmy wyjść ze zdumienia, jak bardzo się zmienił! Jeszcze kilkanaście miesięcy temu taka wizyta byłaby udręką: wiercenie się, hałasowanie, a nawet uciekanie, a teraz siedział sobie jak gdyby nigdy nic na kanapie i czekał aż załatwimy swoje!

Wniosek jest prosty: problemy, które spędzają nam sen z powiek za rok, dwa będą wydawać się mało istotne a nawet śmieszne ... 


Ja nie twierdzę, że nad zachowaniem dziecka nie trzeba pracować! Na tym wszak też polega wychowanie! Też pracowałam nad niektórymi problemami moich dzieci! Wiele jednak było takich trudności, które najzwyczajnej w świecie potrzebowały magicznego CZASU, by minąc bezpowrotnie. A co mi zżarły nerwów to moje!

Są też dzieci NAPRAWDĘ chore, u których pewne zachowania są wynikiem choroby czy zaburzenia. Jestem tego świadoma. Jednak nie da się ukryć, że takie dzieci są w mniejszości w stosunku do zupełnie zdrowych, których - nazwijmy to - "problematyczne zachowania" są wynikiem naturalnego rozwoju, wieku, stresu czy zmian takich jak np. pójście do przedszkola i mijają!

Często jednak zupełnie niepotrzebnie nakręcamy się, frustrujemy, burzymy sobie spokój, dołujemy się rzeczami, które nie są tego warte i mijają po prostu z czasem!



Klucz do szczęścia - i matczynego i dziecięcego - tkwi jednak w tym, żeby umieć na codzienne trudności, problemy i wszystko to, co tak naprawdę najczęściej jest zupełnie normalne patrzeć z DYSTANSEM! 
Ja wiem, że ciężko czasem z tego dystansu spojrzeć, szczególnie w momencie, kiedy nie widzimy już na oczy od nieprzespanych nocy albo pękają nam bębenki od płaczu czy krzyku, ale wiem po sobie, że to naprawdę pomaga!

Nauczmy się odróżniać to, co naturalne, normalne, w granicach wieku naszych dzieci, od tego, co faktycznie jest problemem! 

Nie dramatyzujmy! 

Nie próbujmy na siłę dorównać innym matkom i innym dzieciom! 

Spójrzmy na te nasze codzienne wychowawcze rozterki inaczej, wypuśćmy powietrze, odetchnijmy, wyluzujmy ...

Pozwólmy dzieciom rozwijać się w swoim własnym tempie. One nie są małymi dorosłymi!

Pracujmy nad tym, nad czym trzeba i odpuśćmy to, co można!

I pamiętajmy, że w wielu problemach i trudnościach, 
CZAS jest sprzymierzeńcem naszym i naszych dzieci!

Razem z problemami miną jednak i wyjątkowe chwile, więc tym bardziej nie warto zawracać sobie głowy tym, co nie jest tego warte i tracić z oczu, tego co w macierzyństwie ważne i piękne ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola