O postanowieniach noworocznych, których nigy nie dotrzymałam i zyciu, które zmieniło się bez nich.

Grudzień bombardował nas podsumowaniami mijającego roku, a styczeń dla odmiany niesie falę tekstów o noworocznych postanowieniach i zmienianiu swojego życia. Dieta, praca, ćwiczenia, czytanie książek, studia – to chyba najczęstsze postanowienia noworoczne. Za to na mijający rok najczęściej się narzeka i na co drugiej facebookowej tablicy czytam: 'Oby nowy był lepszy!”. Ja jednak naprawdę jestem jakaś inna, bo u mnie wszystko na odwrót...




Trzy postanowienia noworoczne, których nigdy nie dotrzymałam

PRZYTYJĘ

Postanawiałam sobie to, odkąd pamiętam. Patrząc na to, ile kobiet postanawia sobie coś zupełnie odwrotnego, czułam się zawsze jak kosmitka. Mój rozmiar XS spędzał mi sen z powiek przez wiele lat. Tak jak inne kobiety stają na wadze i boją się spojrzeć, bo pokazuje ona za dużo, tak ja bałam się, bo zawsze pokazywała za mało. Każdy nowy rok zczynałam więc od mocnego postanowienia: „W tym roku będę miała cycki i biodra! Zacznę się tuczyć i wytrwale będę jadła kluski, pączki i tłuste kiełbasy! Założę wreszcie wymarzony rozmiar M i dołączę do grona tych PRAWDZIWYCH kobiet, które mają krągłości!”. I co? I każdy kolejny rok niezmiennie kończyłam w rozmiarze XS.

ZACZNĘ NOSIĆ SZPILKI I SUKIENKI

Trampki i trapery do dżinsów to cała ja! Lata mijały a ja czułam coraz większ presję na wyglądanie bardziej kobieco. W końcu trzydziestce nie wypada już ubierać się jak nastolatka, a poza tym nie da się ukryć, że inne kobiety wyglądają tak atrakcyjnie i seksownie w butach na obcasach i sukienkach! Też bym tak chciała... Rok rocznie obiecywałam sobie, że zacznę w końcu nosić szpilki i sukienki. Ba, że w ogóle nauczę się chodzić na obcasach! I co? I w Sylwestra 2017 założyłam mega wysokie buty i sukienkę. Poczułam się mega kobieco, ale … buty zdjęłam jeszcze przed wejściem na parkiet, a sukienkę oddałam siostrze na drugi dzień...


WRESZCIE SIĘ PORZĄDNIE ZORGANIZUJĘ

Jak ja podziwiam te kobietki, które mają wszystko skrzętnie zapisane w swoich zeszycikach i kalendarzach! Mało, że wizyty u lekarza [bo te to akurat też gdzieś tm zpisuję], ale każde odkurzanie i obiady na cały tydzień też! Na początku fascynacji scrapbookingiem, kiedy odkryłam też coś takiego jak Boullet Journal myślałam nawet, że dzięki temu będę się wreszcie i ja tak ładnie organizować, ale nie... na rysunkach się skończyło :). Roztrzepanie nie mija mi z wiekiem, a dziś obserwuję je u moich dzieci. Ale czy bez niego byłabym taka fajna ak teraz :) ?

W minionym roku znowu nie utyłam tyle, ile chciałam, nie zaczęlam ubierać się bardziej kobieco, nadal nie odłożyłam więcej niż zapomnaine drobniaki w filiżance a notes na zpiski pozostał pusty. A mimo to moje życie zmieniło się o 180 stopni!



Nie przesadzę, jeśli powiem, że miniony rok był dla mnie rokiem przełomowym. A przecież 1 stycznia 2017 nie mialam żadnego postanowienia. Wyjątkowo nie obiecywałam sobie niczego. Byłam w takim momencie życia, że po prostu nie miałam na to siły...

Mogłabym napisać o depresji i nerwicy, o prochach i terapii, o lękach, kołowrocie w głowie, bezsenności, braku siły, by zwlec się z łóżka, obwinianiu się o wszystko, poczuciu własnej wartości na poziomie minus milion. Mogłabym. Ale nie chcę. Gdzieś tam podziwiam blogerki, które potrafią pisać o tak intymnych sprawach. Jeden z najlepszych tekstów, jakie czytałam na ten temat napisała Radomska [którą uwiebiam]:" Co z tą szmatą?". Ja takiego nie napiszę pewnie nigdy. Odważę się jednak wyznać, że dziś jestem innym człowiekiem niż jeszcze rok temu!

Za mną rok, który był pełen trudnych decyzji, być może najtrudniejszych w moim dotychczasowym życiu, wyzwań, których do tej pory nie miałam odwagi podjąć i walki – tak, to wcale nie zbyt górnolotne określenie – walki o siebie samą i szczęście swojej rodziny. Nie powiem że wygrałam, bo zbyt łatwo jest osiąść na laurach,ale zmieniłam siebie i swoje życie na lepsze!

2017

Walka o siebie, przeprowadzka do zrobionego własnymi rękami mieszkania, zmiana szkoły dzieci, wyjście z domu i zaangażowanie się w życie społeczne, realizowanie swoich pasji i dzielenie się nią z dziećmi na warsztatach, pomoc potrzebującym ot tak, z porywu serca, poznanie nowych, wspaniałych ludzi i otworzenie się na innych, docenienie tego co mam i samej siebie - tak moge podsumować rok 2017. 


2018


Ja - nadal w dżinsach, z chudym tyłkiem i bez oszczędności na koncie, a jednak zupełnie inna zaczynam kolejny rok. Zaczynam go ze świadomością tego, co jest w życiu naprawdę ważne – na pewno nie rozmiar ubrania i życie według ściśle rozpisanego planu. A co? Odpowiedz sobie sama i żyj z tą odpowiedzią w sercu i we wszystkim, co robisz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Adbox

@teraz_ola